Blog > Komentarze do wpisu
hu-hu-ha zima zła?

Zauważyłam z pewnym zdziwieniem, że mimo niesprzyjających okoliczności, tegoroczną zimę znoszę całkiem dobrze. Pod względem zdrowotnym, bo jak dotąd - puk puk w niemalowane - infekcje czepiają się tylko chwilowo, żadna nie zdołała położyć mnie na łopatki. Przede wszystkim jednak pod względem psychicznym - jakoś mi za bardzo zimowy okres nie przeszkadza.

Zwykle było tak, że mniej więcej od połowy października mój nastrój przysiadał bardzo nisko na kamiennym schodku do piwnicy i nie ruszał się stamtąd aż do wiosny. Bo zima była zimna - brrr, szaro-biała - fuj, a do tego dzień się późno zaczynał i bardzo wcześnie kończył. To co tu jest fajnego... Przeczekiwałam te kilka miesięcy, więcej śpiąc niż działając, ot "byle do wiosny".

W tym roku jest inaczej. I wcale nie dlatego, że się coś niesamowitego w moim życiu wydarzyło. Wprost przeciwnie. Obiektywnie patrząc - kłopot goni kłopot i zmartwienie pogania zmartwieniem. A mimo to zima wydaje mi się całkiem fajna.

Zaczęło się pod koniec listopada sporymi śnieżycami i mrozem. Z wnętrza ciepłego mieszkania biel za oknami wyglądała ślicznie i niesamowicie, szczególnie gdy zapadał zmrok. Ale na zewnątrz już tak miło nie było - mróz szczypał w policzki, śnieg właził wszędzie, wiatr włamywał się pod czapkę. A jednak mimo przemarznięć reagowałam śmiechem na uciekające nogi na śliskim chodniku i ze stoicką cierpliwością przebijałam się autem przez zasypane drogi. A widzieliście kiedyś śnieg, który "przebiega" przez szosę z pól po lewej stronie na te po prawej? ;-) Mojego spokoju nie zrujnował nawet tak zwany "dzwon", w wyniku którego do dziś mam niesprawny samochód i skazana jestem na transport publiczny.

Przemarzłam nie jeden raz. Zwykłe zimowe obuwie zamieniłam na buty górskie, bo tylko w nich można było przebijać się przez zmarzliny nie ryzykując połamania nóg. Awarie pociągów i tramwajów przetrzymały mnie niezliczone godziny na peronach, przystankach czy w zimnych przedziałach...

Gdyby to wszystko miało miejsce rok temu - chodziłabym zdołowana. Więc dlaczego wciąż nastrój mam dobry? Dlaczego zatrzymuję się nagle na swojej drodze i podziwiam sople lodu czy ośnieżony krzak? Zmieniło się moje nastawienie. Na lepsze. Zimy nie zmienię, klimatu Polski nie zmienię. Zmienić mogę tylko siebie i swoje nastawienie. I tak jest mi dobrze. Uwierzcie, że zima, nawet ciężka, potrafi być piękną porą roku :-)

 

zimowy obrazek nr 1

zimowy obrazek nr 2

środa, 02 lutego 2011, aldi75
Tagi: mróz zima śnieg